Jak się karmi Lum-Lumsy?

Właśnie wydałam Grzesiowi i Paulinie kanapki, dzbanki z kompotem i talerz z warzywami. Jedną z największych zalet bycia matką dzieci bawiących się przez cały dzień na zewnątrz jest to, że nie muszę się martwić o ich apetyt. Odkąd Marta i Arek zamienili się nam w Lum-Lumsy, w domu ustały walki o to, żeby zjedli coś zdrowego. Surowa marchewka, ogórki, nawet gotowane brokuły znikają z prędkością światła.

Gotujemy na zmianę z Moniką i Kariną – dwiema innymi mamami Lum-Lumsów. Reszta dożywia się „przy okazji”.To Karina, która ma hopla na punkcie zdrowego żywienia jako pierwsza przyuważyła, że nasze dzieciaki podczas zabawy zjedzą właściwie wszystko, co im się poda. Postanowiłyśmy więc wykorzystać tę okazję i wprowadzić „kampanię witaminową”. Akcja udała się w stu procentach – w ferworze zabawy nasze dzieciaki nawet nie zauważyły, że jedzą o wiele mniej słodyczy i piją znacznie mniej napojów gazowanych.

Co robimy? Przeważnie to, co łatwo wziąć do ręki: kanapki, nadziewane naleśniki, placki ziemniaczane albo z cukinii, mielone kotlety czy domowej roboty pizzę. Do picia podajemy koktajle owocowe, kompoty, a jeśli akurat nie ma nic w domu, to po prostu wodę z cytryną i miodem. Kiedy mam dyżur przez dwa dni z rzędu jednego dnia robię pierogi, a następnego smażę je na chrupiąco. Dzieciaki je po prostu uwielbiają. W zeszłym roku to my zanosiłyśmy dzieciom jedzenie. W tym roku zbuntowałyśmy się i postanowiłyśmy ułatwić sobie pracę. Codziennie wyznaczamy prowiantowego i podczaszego, którzy mają się zjawić w kuchni punktualnie o piątej po południu po jedzenie i picie. Czasami wracają po dokładkę.

W krainie Lum-Lumsów pojawia się codziennie od pięciorga do dziesięciorga dzieci, co oznacza, że gotujemy dla małej armii. Dzięki naszej witaminowej kampanii Lum-Lumsy kwitną – rzadko chorują i nie mają żadnych alergii. Żadne z nich nie ma ani nadwagi, ani wad postawy. A dodatkowo Monika, Karina i ja bardzo się zaprzyjaźniłyśmy i też siadamy sobie czasem na podwórzu. Gramy w szachy, przegadujemy kłopoty albo obmyślamy, co by tu jeszcze zrobić…