Zima w krainie Lum-Lums, czyli czytamy!

Mammal, Animal, Nature, Animal World

Zima nas w tym roku nie rozpieszcza, ale się nie poddajemy. Śniegu nie widzieliśmy do tej pory ani razu, słońce zachodzi wkrótce po tym, jak wracamy ze szkoły, powietrze przesiąknięte jest dymem z kominów. Dzieciaki rzadko wychodzą z domu i wszystko wydaje się spać. Nie możemy doczekać się wiosny!

Powoli dopada nas zimowe zmęczenie. Wieczorami gramy w gry planszowe albo obkładamy się książkami, każde w swojej norze. U Marty i Arka najpierw były „Opowieści z Narnii”, potem „Ronja, córka zbójnika”, a teraz powoli zabierają się za serię „Magiczne Drzewo” i Harry’ego Pottera. Pewnie łapią nowe pomysły na zabawy w następnym sezonie… Tomek wypożyczył kolejnego Cormaca McCarthy’ego, a ja wsiąkłam w skandynawskie kryminały. Poza tym zawzięcie wertuję blogi i Pinterest w poszukiwaniu inspiracji na nasze podwórko. Po sukcesie, jakim były wiklinowe tipi chcemy z Kariną wypleść w tym roku małe kwietniki. Marzą się nam też jakieś kwitnące pnącza – zakochałam się w glicyniach, ale po posadzeniu na pierwsze kwiaty trzeba czekać nawet do dziesięciu lat. Może jednak zaczniemy od pachnącego groszku – jest tani, szybko rośnie i jeśli nam się nie spodoba, to po roku można go będzie zastąpić czymś innym. Znowu będziemy musiały zacząć się uśmiechać do Tomka i pana Janusza, żeby zrobili nam podpory… No i oświetlenie dla dzieciaków, bo jednak do tej pory nie zdążyliśmy niczego wymyślić…

Karina wpada od czasu do czasu z Kają i Mirą i ratuje nas swoimi energetyzującymi herbatkami. Dzieci się bawią, a my gramy w szachy, narzekamy na politykę i smażymy naleśniki z twarogiem i dżemem malinowym. Wzięła dodatkową pracę – zbiera na tygodniowy wypad z dziewczynkami do Hiszpanii. Mówi, że wyrobi się z tym oszczędzaniem dopiero na listopad, więc wygląda na to, że przed nami kolejne wspólne wakacje na podwórku… Cieszę się z tego, bo nie cierpię podróżować, ale trochę żal mi Kariny, bo wiem, jak bardzo brakuje jej wyjazdów.