Katastrofa w krainie Lum-Lumsów

Dzieciaki bardzo długo kazały nam czekać, aż zdecydują się opowiedzieć nam o swoim świecie po drugiej stronie szopy. W sierpniu przyszła pierwsza duża burza. W przeciągu zaledwie kilku minut wichura zniszczyła dwa miesiące ich ciężkiej pracy. Zresztą – nie tylko ich. W całym mieście pełno było połamanych drzew i uszkodzonych samochodów. Na szczęście nikt nie został ranny.

To Martusia przybiegła do mnie z płaczem i poszłyśmy ręka w rękę oszacować straty. Dziecięca wioska przedstawiała opłakany widok – szałasy zostały dosłownie zmiecione z powierzchni ziemi i po całym terenie walały się porozrzucane gałęzie, deski, jakieś mokre szmaty i wszystkie dziecięce skarby nagromadzone w poprzednich tygodniach. Kartonowe domki najmłodszych były całkowicie mokre, dachy zapadły się do środka, a ściany powyginały się i podarły. Arek stał na tym pobojowisku z grobową miną, kilkoro dzieci myszkowało w poszukiwaniu swoich zagubionych skarbów. Pomogłam im pozbierać do kilku skrzynek to, co ocalało. Mokre drewno poukładaliśmy z boku, żeby przeschło na słońcu, które jakby nigdy nic znowu pojawiło się na niebie. Brudne szmaty, które okazały się przebraniami, zasłonami i baldachimami wzięłam do prania. Pocieszałam jak mogłam, mówiłam, że nie wolno się poddawać i obiecałam, że pomożemy im odbudować domki. Wysłałam do nich Tomka, kiedy wrócił z pracy.

Spędziliśmy ten wieczór, siedząc z dzieciakami w internecie i szukając pomysłów na coś bardziej trwałego. Beczki, choć jako jedyne przeżyły kataklizm, nie wchodziły w grę – nawet używane były drogie, a poza tym dziesięć beczek nie zmieściłoby się na tak małej przestrzeni. Najbardziej spodobał nam się pomysł z szałasem z wikliny. Był bardzo ładny i wyglądał na prosty do zrobienia. Zadzwoniłam do znajomej, która zajmuje się koszykarstwem, przedstawiłam sprawę i umówiłam nasze podwórkowe dzieciaki na warsztaty z wyplatania wikliny. Poszły tam następnego dnia i po powrocie od razu zabrały się do pracy. Dodatkowo udało nam się zbić dwa mniejsze domki dla najmłodszych, używając drewna z europalet. Pod koniec sierpnia w krainie Lum-Lumsów nie było już śladu po katastrofie, a my, dorośli, mieliśmy odtąd oficjalne zezwolenie na odwiedziny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *