Recepta na szczęście, czyli lato w krainie Lum-Lumsów

To było niezapomniane lato. Tego roku nie udało nam się zorganizować urlopu, a mimo to mieliśmy poczucie, że mamy wspaniałe wakacje. „Dziecięce slumsy” tak wciągnęły Martę, Arka i dzieciaki z sąsiedztwa, że trudno było ich wieczorami zagonić do domu. Nie chcieliśmy im mówić, że znamy ich sekret. Czekaliśmy, aż sami nam powiedzą. Między sobą nazywaliśmy ich Lum-Lumsy, właśnie od tej tomkowej uwagi o slumsach.

Ale i podwórko po „naszej” stronie szopy zaczęło się zmieniać. Już następnego dnia po naszym odkryciu chwyciłam za miotłę i sprzątnęłam wszystkie śmieci. Tomek umówił się ze stolarzem spod trójki, panem Januszem, że jeszcze w tym tygodniu naprawią ławkę. Nie tylko ją naprawili i pomalowali, ale także dorobili jeszcze jedną, z desek, które zostały panu Januszowi z jakiegoś zlecenia. I tak na naszym podwórku pojawiły się dwie ławki w przepięknym niebieskim kolorze,a pani Jadzia i pani Maria wprost nie posiadały się z radości. Pani Jadzia i pani Maria to w ogóle nasza domowa instytucja. Obie dorabiają sobie do emerytury robiąc swetry na drutach, przesiadują na podwórku kiedy jest ładna pogoda i dokarmiają koty z okolicy. Zawsze można je poprosić o popilnowanie dzieciaków, kiedy akurat trzeba po coś niespodziewanie wyjść. Odwdzięczamy się, przynosząc im herbatę z mlekiem i ciasteczka. Marta je uwielbia i mówi o nich „przyszywane babcie”. Czasem siada sobie koło nich, wpatruje się w śmigające druty i słucha opowieści o tym, jak się żyło w dawnych czasach. A że pani Maria i pani Jadzia pracowały dawniej w teatrze, to mają co wspominać.

Po ławkach przyszedł czas na zieleń. Wyciągnęłam z piwnicy stare skrzynki i zasadziłam w nich trochę maciejki i trochę lawendy, żeby odgonić komary. Pogoda była piękna, więc wszystko rosło jak na drożdżach. Zmiany na podwórku nie przeszły niezauważone i nasi sąsiedzi coraz chętniej zatrzymywali się na podwórku na dłużej, żeby pogadać po powrocie z pracy. Ludzie zaczęli też przynosić więcej roślin, „żeby było jeszcze ładniej”. Kiedy się ich zrobiło dużo, poustawialiśmy mniejsze doniczki na półkach przybitych do muru. Widok tej zbieraniny był niesamowity, ale musieliśmy ustalić dyżury do podlewania kwiatów…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *